Dzisiaj jest 23 Lipca 2014, Środa, imieniny obchodzą:
sprawdź prognozę dla Kościana

A lato było piękne tego roku...

Dodano: 30 sierpnia 2013

1 września 1939 roku skończyła się pewna epoka. Wybuch II wojny światowej przekreślił dwadzieścia lat starań o utrzymanie ogólnoświatowego pokoju i nie dopuszczenie do kolejnego starcia militarnego, jakim była „Wielka Wojna” z lat 1914-1918.

Młode państwo polskie, borykające się z problemami natury ekonomicznej i socjologicznej, znajdując się między dwoma totalitaryzmami, musiało bardzo sprawnie prowadzić politykę równych odległości. Niestety, wyłącznie jednostronne starania nie miały najmniejszej szansy powodzenia. Co więcej, wyraźne zbliżenie gospodarczo - polityczne dwóch sąsiadów Polski nie pozostawiało złudzeń na korzystny obrót wydarzeń. Narodziny i istnienie II Rzeczpospolitej było ogromnym sukcesem polskiej dyplomacji i polskiego oręża. Zwycięskie powstanie wielkopolskie, obrona Lwowa dokonana w dużej mierze przez młodzież, czy bitwa warszawska okrzyknięta „Cudem nad Wisłą”, dawały społeczeństwu poczucie bezpieczeństwa i wiary w polską armię oraz geniusz jej dowódców. Uwidaczniane było to w popularnych, rymowanych sloganach: „Nikt nam nie zrobi nic, Nikt nam nie weźmie nic, Bo z nami Śmigły, Śmigły, Śmigły Rydz!”. Złudną była także wiara w zawarte umowy międzynarodowe, sojusze obronne, a także w deklarację o nie stosowaniu przemocy, czy pakt o nieagresji.


1 września 1939 roku Polska była praktycznie sama. Mimo formalnego wypowiedzenia wojny nazistom przez Francję i Wielką Brytanię, żołnierz polski musiał walczyć samotnie. Pomoc sojuszników ograniczyła się niemal wyłącznie do zrzucania ulotek na niemieckie miasta oraz trwania na swych pozycjach. Niestety, obywatele państw sprzymierzonych nie chcieli umierać za Gdańsk. „Dziwna wojna”, de facto skończyła się w chwili, gdy Wehrmacht realnie zagroził Francji, lecz wówczas na skuteczną obronę było już za późno…


Manifestacyjne, agresywne prowokacje III Rzeszy dokonywane w przeddzień ataku, nie pozostawiały złudzeń. Adolf Hitler nieuchronnie zmierzał w kierunku konfliktu zbrojnego. Polityka niekończących się ustępstw i pragnienie utrzymania „pokoju za wszelką cenę” spotkała się z wyraźnym sprzeciwem polskiego rządu, jakże dosadnie wyrażonym w dniu 5 maja 1939 roku z mównicy sejmowej przez ministra spraw zagranicznych Józefa Becka.

Polska sukcesywnie przygotowywała się do wojny. Ogłoszono tajną mobilizację, społeczeństwo nie żałowało środków na dozbrojenie żołnierzy, a wszyscy wpatrzeni byli w jeden cel – utrzymanie niepodległości i obronę granic. Ofiarność ludności cywilnej i zaangażowanie armii nie wystarczyło by stawić czoła przeważającym siłom nieprzyjaciela. Co więcej, w niedzielę 17 września 1939 roku, nastąpił atak ze wschodu. Wspomniany „cios w plecy” był całkowitym zaskoczeniem dla broniącej się armii polskiej. Zniweczył również wszystkie plany obrony kraju zakładające walkę wyłącznie z jednym agresorem. Po 17 września 1939 roku, oficerów znajdujących się na wschód od Narwi, Wisły i Sanu internowano i wywieziono w głąb Związku Radzieckiego. Problematyczną kwestią był ich status jeńców wojennych, ponieważ ZSRR nie wypowiedziało Polsce oficjalnie wojny. Między innymi, to właśnie ich szczątki odnaleziono w mogiłach zbiorowych w Katyniu, Miednoje i Charkowie. Warto zwrócić uwagę na fakt, że szacunkowo co czwarta osoba figurująca na tzw. „Liście katyńskiej” pochodziła z Polski zachodniej, a co piąta miała bezpośredni związek z Wielkopolską. Wpływ na tą sytuację miały plany obronne, rozlokowujące ośrodki zapasowe Armii „Poznań” na wschodzie kraju. Oficerów wziętych do niewoli przez III Rzeszę osadzono w początkowo dwunastu oflagach (niemieckich obozach jenieckich dla oficerów). Ich liczbę z czasem redukowano. W latach 1944-1945 istniały cztery wielkie obozy: w Woldenbergu, Dössel, Gross-Born i w Murnau.

Do najważniejszych bitew wojny obronnej należy zdecydowanie zaliczyć bitwę nad Bzurą. Gdzie połączone Armie „Poznań” dowodzona przez gen. Tadeusza Kutrzebę i „Pomorze” pod dowództwem gen. Władysława Bortnowskiego walczyły z niemieckimi 8. i 10. Armią „Grupy Południe”. Starcie to, do czasu agresji III Rzeszy na Związek Radziecki, było największą bitwą lądową II wojny światowej. Ponadto, nie można zapomnieć o, nazywanej „polskim Verdun”, obronie Westerplatte, a także walkach na Helu, obronie poczty gdańskiej oraz ostatniej bitwie kampanii polskiej 2 października 1939 roku pod Kockiem. Nie sposób przemilczeć brawurowej, ostatniej szarży polskiej kawalerii pod Wólką Węglową, gdzie oddział ułanów z rozpostartym, łopoczącym sztandarem, skutecznie nacierał na pozycje niemieckie.


Błędem jest myślenie, że początek października zakończył działania zbrojne na ziemiach polskich. Jeszcze w 1940 roku, w mundurze polskim, walkę partyzancką prowadził Wydzielony Oddział Wojska Polskiego dowodzony przez mjr. Henryka Dobrzańskiego „Hubala”, usilnie czekający na interwencję zbrojną państw sprzymierzonych. Co więcej, już pod koniec września 1939 roku w oblężonej Warszawie zaczęły formować się zręby Polskiego Państwa Podziemnego. Początkowo jako konspiracyjna organizacja Służba Zwycięstwu Polski, przekształcona później w Związek Walki Zbrojnej, a następnie, w 1942 roku, w Armię Krajową. Ponadto, wielu oficerów i żołnierzy polskich przedostało się do Europy zachodniej, gdzie kontynuowali walkę w nowoutworzonych tam formacjach zbrojnych.

 

Łukasz Urbaniak